Harry Beckwith w Selling the Invisible stawia tezę, która początkowo boli: klient wybierający usługę nie szuka najlepszej opcji. Szuka tej, której boi się najmniej. Marketing usług to nie gra o uwagę – to gra o zaufanie i redukcję lęku. Zanim zaczniesz myśleć o kampaniach, treściach i lejkach, musisz zrozumieć, czego Twój klient się boi.
Zanim wydasz złotówkę na reklamę, napraw usługę
Większość firm traktuje marketing jak dział – oddzielny, wyspecjalizowany, odpowiedzialny za "popychanie towaru". To błąd, który kosztuje krocie. Beckwith argumentuje wprost: rdzeniem marketingu usług jest sama usługa. Jeśli próbujesz reklamą przyciągnąć ludzi do wadliwego modelu obsługi, robisz z reklamy najszybszy sposób na zabicie firmy. Więcej klientów szybciej przekona się, że coś jest nie tak.
Zanim wydasz złotówkę na promocję, zainwestuj ją w jakość samej interakcji. Lepsza usługa sprawia, że marketing staje się tańszy, łatwiejszy i znacznie bardziej rentowny – bo zaczyna go robić za Ciebie zadowolony klient.
Każdy pracownik jest Twoim marketingiem
Z powyższego wynika coś niewygodnego: ciężar budowania marki spoczywa na barkach każdego człowieka w firmie, a nie tylko działu marketingu.
Beckwith opisuje przypadek CFO pewnej firmy – człowieka gburowatego, nieresponsywnego, który traktował zewnętrznych partnerów z ledwo skrywaną wyższością. Przez swoje zachowanie kosztował firmę 50 000 dolarów w utraconych rekomendacjach od jednego tylko kontaktu. Nie zrobił tego złośliwie. Po prostu nikt nie powiedział mu, że on też jest marketingiem.
Każdy akt jest aktem marketingowym. Sposób, w jaki recepcjonistka odbiera telefon. Wygląd lobby. Estetyka faktury. Nazwa firmy. Treść stopki w mailu. To nie są detale – to są sygnały, które klient zbiera i na podstawie których ocenia jakość Twojej pracy, zanim jeszcze zobaczy jej efekty. Jeśli te sygnały są niespójne z tym, co deklarujesz, klient uwierzy temu, co widzi – nie temu, co mówisz.
Małe gesty robią większą różnicę niż myślisz
W usługach błędy są nieuniknione. Ważniejsze od bezbłędności jest to, co robisz, gdy coś pójdzie nie tak.
Beckwith opowiada historię Rogera Azzama, sprzedawcy w domu towarowym Dayton's. Klient przyszedł odebrać poprawkę krawiecką – nie była gotowa. Roger zamiast szukać wymówek, osobiście pobiegł do krawców i w pięć minut naprawił błąd. Klient wyszedł z marynarką Hugo Boss, spodniami i krawatem – łącznie 740 dolarów. Dlaczego? Bo czuł się zobowiązany wobec człowieka, który zamiast się tłumaczyć, po prostu rozwiązał problem.
To, jak naprawiasz pomyłkę, mówi o Twojej firmie więcej niż lata bezbłędnej pracy. Błąd przyznany i sprawnie naprawiony buduje więcej zaufania niż sytuacja, w której błąd nigdy się nie wydarzył.
Klient nie szuka najlepszego. Szuka najmniej ryzykownego.
Bill Clinton mianował Stephena Breyera na sędziego Sądu Najwyższego nie dlatego, że był najwybitniejszym prawnikiem w historii. Ale dlatego, że miał najmniej minusów i nie stwarzał ryzyka politycznej walki. W wyborze chodziło nie o maksymalizację zysku, lecz o minimalizację zagrożenia.
Twoi klienci myślą dokładnie tak samo.
Badanie przeprowadzone na Cleveland State University pokazało, że rekruterzy chętniej zapraszali na rozmowę kandydata, którego list polecający zawierał drobną krytykę – że "bywa trudny we współpracy". Ta mała słabość sprawiła, że wszystkie pochwały stały się wiarygodne. Przyznanie się do jednej wady czyni Twoje zalety prawdziwymi.
Zamiast więc przekonywać klientów do swojej wyższości, pomyśl o tym, jak możesz zredukować ich lęk. Transparentność, referencje, gwarancje – to nie są dodatki do oferty. To są narzędzia zarządzania strachem.
Żeby trafić do wszystkich, musisz wybrać jednych
Pozycjonowanie usług to temat, którego większość firm unika jak ognia. Zawężenie grupy docelowej kojarzy się z rezygnacją – z oddaniem części rynku konkurencji. To rozumowanie jest błędne i kosztowne.
Skandynawskie linie lotnicze SAS postanowiły skupić się wyłącznie na podróżujących służbowo. Zrezygnowały z walki o turystów. Efekt? Nie tylko odzyskały rentowność, ale przyciągnęły więcej turystów niż wcześniej. Logika była prosta: wysokie marże z segmentu biznesowego pozwoliły na obniżenie cen dla turystów.
Stanie za wszystkim oznacza stanie za niczym. Żeby rozszerzyć swój zasięg, musisz najpierw zawęzić swoją pozycję.
Cena to nie koszt. To sygnał.
Na koniec rzecz, która w usługach działa inaczej niż gdziekolwiek indziej: cena.
Właścicielka sklepu z indiańską biżuterią od tygodni nie mogła sprzedać partii turkusu. Przez pomyłkę jej pracownica zamiast obniżyć ceny o połowę – podwoiła je. Towar zniknął z półek w kilka dni. Wysoka cena zasugerowała wysoką wartość – i klienci w to uwierzyli.
Tam, gdzie klient nie potrafi ocenić jakości usługi na podstawie twardych danych, cena staje się jego kompasem. Niska cena nie tylko nie przyciąga – często odstrasza, bo sugeruje, że coś jest nie tak.
Beckwith przywołuje tu obraz stolarza, który kasuje 45 dolarów za wbicie jednego gwoździa uciszającego skrzypiącą podłogę. Faktura powinna brzmieć: wbijanie – 2 dolary, wiedza, gdzie uderzyć – 43 dolary. Klient nie płaci za czas, który poświęcasz na wykonanie zadania. Płaci za lata doświadczenia.
Nie licz za godziny. Licz za lata.
Usługi są niewidzialne. Ale klient i tak coś widzi – Twoje biuro, Twój mail, sposób, w jaki Twój zespół reaguje na kryzys, cenę na fakturze, to czy jesteś szczery w rozmowie o swoich ograniczeniach. Na podstawie tych sygnałów buduje sobie obraz Twojej firmy i decyduje, czy powierzy Ci swoje pieniądze i reputację.
Pytanie nie brzmi: jak dobrze wykonujesz swoją usługę? Pytanie brzmi: co widzi Twój klient, zanim jeszcze zdąży to sprawdzić?
Artykuł powstał w oparciu o: Harry Beckwith, "Selling the Invisible".