Moim zdaniem to właśnie najlepszy czas!

Jeszcze kilka lat temu żeby dostać średniej długości i miernej jakości tekst, który nierzadko zahaczał o plagiat, trzeba było zapłacić 30-50 zł jakiemuś freelancerowi ogłaszającemu się na Facebooku. Dziś ten sam efekt możemy mieć szybciej i taniej dzięki różnej maści modelom LLM.

Ludzie połączyli kropki – "content marketing jest królem" + A.I. pisze o wszystkim (prawie) za darmo. Efekt? Tsunami bezwartościowych treści na każdy temat.

Więc niby dlaczego to jest najlepszy czas na "ręczne" tworzenie treści, skoro tak wielu produkuje 50 artykułów w czasie, gdy my ledwo jesteśmy w stanie napisać jeden?

Bo żaden model AI nie ma naszych doświadczeń, naszej perspektywy oraz naszego "nieidealnego" sposobu wyrażania myśli. Prawdziwą wartością jest perspektywa handlowca wynikająca z jego wieloletniego doświadczenia, setek rozmów z klientami, dogłębnej znajomości produktu czy usługi od strony praktycznej, a nie tylko "katalogowej". AI zalewa nas krótkimi, płytkimi tekstami produkowanymi w ogromnej skali – dlatego właśnie długie i szczegółowe artykuły eksperckie, oparte na tej wiedzy, wyróżniają się na tym tle i budują markę eksperta oraz zaufanie do firmy. A o to tak naprawdę chodzi w content marketingu.

Czy w takim razie AI to jest bezużyteczne, a może "złe"?

Bynajmniej. AI jest przydatnym narzędziem, jest asystentem jak J.A.R.V.I.S. dla Tony'ego Starka. Tylko, że Tony Stark nie oddawał pełnej kontroli nad zbroją Iron Mana Jarvisowi, nie leciał na misję na "autopilocie". Problem w tym, że niektórzy ludzie oddali stery AI, zwolnili siebie z decyzji i myślenia. Być może z wygody, być może z przekonania, że skoro AI jest takie "mądre" to przecież wie lepiej "jak powinno być".

Jak realnie AI może pomagać w tworzeniu treści?

Możliwości jest sporo, a każdy ma trochę inne potrzeby, dlatego opowiem na swoim przykładzie, z czego ja korzystam i możesz to przetestować u siebie.

Research i synteza danych

Nie tylko przeszukiwanie Internetu i zbieranie informacji, ale także na przykład wrzucenie kilku raportów i wyciągnięcie konkretnych danych, podsumowanie itp., coś co ręcznie zajęłoby dużo więcej czasu.

Generowanie pomysłów i "burzowanie"

Serialowy doktor House regularnie przeprowadzał ze swoim zespołem burze mózgów podczas, których dzielili się pomysłami i odrzucali te najbardziej absurdalne, starając się w ten sposób dojść do właściwej diagnozy. Do takiej pracy, dobrze wytrenowany agent AI jest świetnym sparing partnerem, niezależnie czy szukamy pomysłu na lepszy nagłówek, tytuł czy nawet cały temat.

Pilnowanie spójności informacji

Jeśli "nakarmimy" AI danymi o firmie i produktach, to nasz agent pomoże wychwycić większość błędów – na przykład jakieś parametry techniczne czy właściwości produktu. Jeśli piszemy o swoich produktach, to raczej się nie pomylimy, ale co innego jeśli piszemy dla klienta.

Pilnowanie spójności naszego Tone of Voice, czyli głosu marki

Taki dokument musimy oczywiście najpierw stworzyć – określa on między innymi styl pisania czy zakazane frazy. Jeśli w naszym ToV mamy zasadę, że nigdy nie definiujemy się przez negację konkurencji („w przeciwieństwie do innych producentów X, my nigdy...") to jeśli coś takiego pojawi się w naszym tekście, AI nam to wytknie.

Redakcja i korekta

Dobrze wyszkolony agent może być bardzo pomocny w redakcji tekstu, zaproponuje lepszą kolejność zdań, może inne otwarcie, może lepszy call to action na końcu, do tego sprawdzi błędy, powtórzenia i wprowadzi błyskawicznie poprawki.

Wszystkie te zastosowania mają jedną wspólną cechę: AI usprawnia sam proces tworzenia treści, ale nie zastępuje doświadczenia i perspektywy, które musi włożyć do tekstu człowiek. Dlatego to wciąż najlepszy czas na budowanie marki eksperckiej – z AI jako wsparciem, nie autorem.

Szansa czy zagrożenie?

Pamiętajmy, że sztuczna inteligencja jest narzędziem w rękach ludzi, a nie odwrotnie. I jak każde narzędzie może nam pomagać, albo nas "ogłupiać".

W kontekście content marketingu warto, po pierwsze zawsze przed opublikowaniem przeczytać (najlepiej więcej niż raz) to co właśnie napisaliśmy. Po drugie, odpowiedzieć sobie szczerze – czy to daje jakąś wartość, czy miałem ochotę to w ogóle czytać? Bo jeśli nudzą nas nasze własne treści, to nie oczekujmy od innych, że będą nimi zainteresowani.